Nagwek 
Home Praca Ogłoszenia Ulubione

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Kto jest online

Obecnie są 0 userów i 29 gości online.

reklama

Wisława Szymborska o Holandii

A właściwie: o holenderskim malarzu Vermeerze. Zmarła niedawno poetka odwiedziła kilka lat temu Holandię. Jednym z celów podróży było miasteczko Delft – miejsce urodzenia jednego z największych malarzy holenderskiego Złotego Wieku, Johannesa Vermeera. Którego polska noblistka uwielbiała. Ale oprócz oglądania obrazów polska noblistka kręciła się także w okolicach… coffeeshopów!

 

 

 

 

 

 

 

 

Zacznijmy, jak przystało na tekst o poezji, od wiersza. Tych, którzy na słowo „poezja” reagują alergicznie, od razu uspokajam: to jeden z najkrótszych opublikowanych utworów Szymborskiej. Nie licząc tytułu, 25 słów.

 

Oto i on:
     Vermeer

    Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum
    w namalowanej ciszy i skupieniu
    mleko z dzbanka do miski
    dzień po dniu przelewa
    nie zasługuje Świat
    na koniec świata.

(z tomiku „Tutaj”)


Chodzi oczywiście o słynne dzieło Vermeera „Mleczarka”. Obraz ten powstał w 1658 r. i znany jest też pod tytułem „Przelewająca mleko” oraz kilkoma innymi nazwami. Płótno jest niewielkie, 41 cm szerokości, 45,5 wysokości, a scena banalna: służąca (najprawdopodobniej) przelewająca mleko. Mimo to dzieło Vermeera, mistrza pokazywania intymności, skupienia i ukrytego napięcia w pozornie banalnych codziennych sytuacjach, po dziś dzień fascynuje krytyków, znawców malarstwa i innych artystów.

Kto po przeczytaniu „Vermeera” poczuł nagłą ochotę zobaczenia oryginału, powinien udać się do Rijksmuseum w Amsterdamie.
Warto jednak polecić nie-wirtualną wizytę. W Rijksmuseum znajduje się największa i najlepsza kolekcja siedemnastowiecznego (choć nie tylko) malarstwa niderlandzkiego. Oprócz „Mleczarki” znajdziemy tu jeszcze trzy dzieła urodzonego w Delft mistrza. Oczywiście trzeba uważać: ponieważ Vermeer pozostawił po sobie niespełna 40 obrazów, a w ostatnich kliku dekadach krytycy i publiczność zobaczyła w nim geniusza, którego niekoniecznie widziano w XVII czy XVIII w., to obecnie każdy z „Vermeerów” jest na wagę złota. Co oznacza, że często wyruszają w podróż. Przed odwiedzeniem Rijksmuseum warto wejść na stronę internetową muzeum, by się zorientować, czy przypadkiem „Mleczarka” czy któryś z innych Vermeerów nie jest akurat z wizytą w Paryżu, Tokio czy Nowym Jorku. (podstrona Rijksmuseum o Vermeerze: http://www.rijksmuseum.nl/melkmeisje?lang=nl).

Tekst ten nie jest jednak informacją turystyczną, a „holenderskim” wspomnieniem Szymborskiej, wróćmy zatem do sedna. Fakt, że Szymborska to właśnie w Vermeerze a nie w Rembrandcie czy Fransie Halsie – dwóch innych gigantach niderlandzkiego Złotego Wieku – zobaczyła pokrewną duszę nie powinien dziwić. Rembrandt malował z rozmachem, z pasją, z werwą, Rembrandt nie powściągał swych uczuć, wręcz przeciwnie, zarówno on – jako malarz – jak i przedstawione przez niego postaci – jako bohaterowie jego licznych płócien – demonstrowali swą rozpacz, gniew, radość i tysiąc innych uczuć i pasji w ostentacyjny, kłujący w oczy, ale przejmujący sposób. Także sceneria, tło i słynna gra światłocieniem czyniła świat Rembrandta dynamicznym, rozedrganym i poruszającym. Dorzućmy do tego rozległą tematykę prac Rembrandta: autoportrety i portrety, sceny biblijne i współczesne mu sceny zbiorowe, przedstawienia mitologiczne i płótna historyczne, oraz jego niezwykłą płodność artystyczną: ponad 300 obrazów olejnych, ponad 300 grafik i grubo ponad tysiąc zachowanych szkiców – i zrozumiemy, że Rembrandt to był całkiem inny świat niż Vermeer.

Oto Rembrandt: Straż Nocna (artykuł na naszej stronie).

Oto Vermeer (“Koronczarka”)
Rembrandt to rozmach, Vermeer to wyciszenie. Rembrandt to Wielkie Tragedie, Vermeer to drobne dramaty. Rembrandt to Historia, Vermeer to tu i teraz. Rembrandt to przesada, Vermeer to powściągliwość. Rembrandt to ludzkość i tłum, Vermeer to człowiek i samotność.

Przenosząc tę, być może nieudolną, metaforę na współczesność: jeśli w Złotym Wieku polskiej poezji, jaki niewątpliwie przypadł na drugą połowę XX w. (Miłosz, Szymborska, Herbert, Różewicz, Zagajewski, by wymienić tylko kilka nazwisk), to Czesław Miłosz – z jego niezwykłą wszechstronnością i płodnością – był literackim Rembrandtem, to Szymborska była Vermeerem.

Od pozostawionych przez Miłosza wierszy, esejów, powieści, artykułów, mów, opracowań i tłumaczeń, uginają się półki. Dzieła zebrane Szymborskiej zmieścimy w jednym poręcznym tomie. Tak jak Rembrandt, Miłosz chciał być artystą totalnym. Tak jak Vermeer, Szymborska była artystką szczegółu, precyzji i wyciszenia.

Szymborska opublikowała niewiele wierszy, Vermeer pozostawił po sobie niewiele płócien. Kiedy w XVII wieku pracownie Rembrandta i innych gwiazd tamtych lat działały jak nowoczesne fabryki i seryjnie produkowały kolejne płótna, Vermeer miesiącami ślęczał nad pojedynczym dziełem. Kiedy w XX w. Miłosz rok w rok produkował kolejne tomiki pełne długich poematów, Szymborska publikowała jeden krótki wiersz jedynie co trzy miesiące. Kiedy Miłosz i Rembrandt zmagali się w swych dziełach z fundamentalnymi pytaniami Ludzkości, Wszechświata i Historii, Szymborska pisała o kocie w pustym mieszkaniu, a Vermeer malował służącą przelewającą mleko.

Spójrzmy zresztą lepiej na obrazy:

Vermeer i jego „Uliczka” (również do zobaczenia w Rijksmuseum):

http://www.essentialvermeer.com/catalogue_xl/xl_street.html

Kilka intymnych scen podpatrzonych przez Mistrza z Delft (by użyć tytułu zbioru esejów innego giganta polskiej poezji zainteresowanego Vermeerem i siedemnastowiecznym malarstwem niderlandzkim, Zbigniewa Herberta):

„Kobieta w niebieskim stroju czytająca list” (też Rijksmuseum):



 

„Kobieta pisząca” (nie chodzi tu o Szymborską):
http://www.essentialvermeer.com/catalogue_xl/xl_writing.html
„Geograf” (do zobaczenia we Frankfurcie):
http://www.essentialvermeer.com/catalogue/geographer.html
 „Astronom” z paryskiego Luwru:
http://www.essentialvermeer.com/catalogue_xl/xl_astronomer.html
oraz, oczywiście, najsłynniejsze z dzieł Vermeera:

 

 

 

 

 

„Dziewczyna z perłą” z haskiego muzeum Mauritshuis


Dla większości laików Vermeer kojarzy się właśnie z nią, „Dziewczyną z perłą”, nazywaną często „Mona Lisą” Północy. Szymborska wolała jednak skromniejszą, a przez to być może jeszcze bardziej tajemniczą, „Mleczarkę”. Przekonać się o tym można choćby oglądając urzekający i jednocześnie przezabawny film dokumentalny Katarzyny Kolendy-Zaleskiej. W dokumencie „Chwilami życie bywa znośne” (film prezentujemy na końcu artykułu), dziennikarka nie tylko doprowadziła do wirtualnego spotkania noblistki z uwielbiającym ją Woody Allenem, ale i odbyła kilka podróży.

W tym do Amsterdamu, Hagi i Delft. Panie odwiedziły między innymi okolice miejsca narodzin Vermeera (Delft), „Dziewczynę z perłą” (wspomniany już Mauritshuis w Hadze) i oczywiście „Mleczarkę” (Rijksmuseum w stolicy). W filmie zobaczymy też unikalne ujęcie: Szymborska robiąca sobie zdjęcie przed coffeshopem! Nieprzypadkowym coffeshopem. Uwielbiająca robienie sobie fotek pod dziwacznymi tablicami i znakami noblistka nie mogła przejść obojętnie obok lokalu noszącego nazwę „Baba”. (http://www.babashops.nl/).

Podczas pobytu w Holandii poetka musiała być w świetnym humorze – co potwierdza poniższa anegdotka przytoczona przez Kolendę-Zaleską na łamach „Gazety Krakowskiej”.
- W Amsterdamie płynęliśmy stateczkiem przez kanały. W pewnej chwili Wisława Szymborska zobaczyła stary urokliwy dom z firankami i zaczęła improwizowaną opowieść, która trwała przez całą godzinną podróż. Była to legenda o żyjącej w tym domu w XVIII wieku dziewczynie garbusce. Opowieść była zajmująca i zabawna – opowiadała później dziennikarka TVN-u. 
 
Poświęcony w całości Vermeerowi wiersz z początku tego tekstu nie jest jedynym Vermeerowskim śladem w twórczości Szymborskiej.

Wiersz „Pochwała snów” otwierają następujące wersy:

We śnie
maluję jak Vermeer van Delft.
Rozmawiam biegle po grecku
i nie tylko z żywymi.
Prowadzę samochód,
który jest mi posłuszny.
Jestem zdolna,
piszę wielkie poematy.
Słyszę głosy
nie gorzej niż poważni święci.
(…)

Z początkiem tego utworu („We śnie maluję jak Vermeer z Delft”) wiąże się pewna legenda. Osobisty sekretarz Szymborskiej sprowadził jej kiedyś katalog z obrazami mistrza z Delft. W dedykacji napisał: Na jednym z płócien Vermeera/ Gdy dokładnie poszpera/ Inskrypcję znajdzie gdzieś z prawa:/ "We śnie piszę jak Wisława".
Twierdzenie, że Szymborskiej udawało się w poezji wyrażać to, co Vermeer ukazywał na swych płótnach, podziela nie tylko jej sekretarz. 
 

Szymon Baterko

PS. Dla tych, którzy wolą niderlandzkie tłumaczenie „Vermeera”, oto i one:
 

Vermeer
Zolang die vrouw uit het Rijksmuseum
in geschilderde stilte en concentratie
uit een kan in een schaal
dag in, dag uit melk giet,
verdient de Wereld
geen einde van de wereld.

(tłum. Karol Lesman)

ZAPRASZAMY NA FILM „Chwilami życie bywa znośne”

Komentarze

Comment viewing options

Select your preferred way to display the comments and click "Save settings" to activate your changes.

Super !!!

Super !!!

Dodaj nowy komentarz

The content of this field is kept private and will not be shown publicly.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.
  • Allowed HTML tags: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Lines and paragraphs break automatically.

More information about formatting options

CAPTCHA
This question is for testing whether you are a human visitor and to prevent automated spam submissions.
Image CAPTCHA
Enter the characters shown in the image.

Amsterdam-Hotele

Znajdz na trivago hotele w Amsterdamie

Ostatnie komentarze

I DOBRZE
6 min 16 sec temu
Eh....
1 day 2 hours temu
LOL
1 day 3 hours temu