Katastrofa lotnicza
W katastrofie, która zdarzyła się 25 lutego 2009 na szczęście udało się uniknąć dużej liczby ofiar. Nie o tej jednak katastrofie tu będzie, bo po tej tragedii okazało się tyle informacji na ten temat w mediach (szczególnie holenderskich), że nie ma sensu powtarzać za innymi. 17 lat temu miała miejsce dużo dziwniejsza i tragiczniejsza w skutkach katastrofa samolotu na terenie Amsterdamu.
4 października 1992 roku rozbił się samolot Boeing 747 izraelskich linii lotniczych El Al, lot 1862. Samolot typu Cargo (czyli wyłącznie ładunek transportowy) przewoził towary z USA do Izraela, z międzylądowaniem w Amsterdamie w celu dotankowania paliwa.
Chwilę po starcie ze Schiphola od samolotu odpadły dwa silniki, spadły na szczęście wprost do 'zatoki' w okolicach dzisiejszych sztucznie usypanych wysp z mieszkalna dzielnica Ijburg. Gdy pilot zorientował się, że stracił kontrolę nad silnikami (jeszcze nie wiedział, że się oderwały) zaczął manewrować - miedzy innymi latał z nadłamanym palącym się skrzydłem nad samym centrum Amsterdamu. Po chwili kołowania nad miastem, próbując ponownie skierować się na lotnisko stracił kontrole nad Weesp, po czym już całkowicie niemal bezwładnie opadł w dzielnicy Zuidoost (Bijlmermeer).
Samolot wbił się między dwa połączone ze sobą wieżowce, zamieszkane w większości przez emigrantów z Afryki. Na miejscu zginęło 39 osób przebywających w mieszkaniach (kilkadziesiąt zostało rannych) plus 4 osoby obsługi samolotu. Pikanterii całej historii dodały dziwne choroby już po wielu latach wśród poszkodowanych mieszkancow (podobno nawet przypadki śmiertelne), jak się okazało oprócz deklarowanych owoców jakoby miał przewozić samolot na pokładzie znajdowała podobno się bron chemiczna. Po jakimś czasie Izraelskie linie przyznały się do części zarzutów, potwierdziły przewożenie 'substancji' wykorzystywanych do produkcji takiej broni (190 litrów) plus 280 kg zubożanego uranu w ogonie samolotu. Prawdy zapewne nie poznamy, strach pomyśleć co lata nad naszymi głowami...
(MH)