Holandia - Home
Praca w Holandii
MieszkaniawHolandii
Edukacja w Holandii
Ogłoszenia
Forum w Holandii
Życie w Holandii
Turystyka
Królowa Holandii
Wydarzenia
Chopin
Sail2010 Amsterdam
Pomaranczowi wracaja
Holandia 2010
Giromania
Queensday
Tragedia w Apeldoorn
Sensation White 2010
8 marca w Holandii
Walentynki
Huishoudbeurs
Rai 2010
Katastrofa lotnicza
Dzień książęcy
Zielona stolica
Mrozy w Holandii
Świńska histeria
Tragedia w Polsce
Blogi w Holandii
Pogoda i linki
Ambasada i Konsulaty
Kontakt
Sitemap

 

Tragedia w Apeldoorn - 30 kwietnia 2009

 

 

Holandia, Apeldoorn 30 kwietnia 2009 kolejna ważna data...

 

 

Dzień Królowej mimo pięknego słonecznego dnia zapamiętamy jako "tragiczny Queensday". Na całe szczęście w tym nieszczęściu jest fakt, że to nie był zamach terrorystyczny, ale atak szaleńca. Strach pomyśleć jakby się zmieniła Holandia gdyby okazałoby się, że to atak terrorystyczny przeprowadzony przez kogoś z dużej społeczności muzułmańskiej zamieszkujących ten kraj. Pamiętam Holandię przed zabiciem Theo van Gogha i po zabójstwie. Przez kilka dni po zdarzeniu podpalanie w niektórych miastach kościołów i meczetów. Przy tym musimy pamiętać, że słynny reżyser nie cieszył się dobra opinią nawet wśród rodowitych Holendrów. Był osoba znaną, ale bardzo kontrowersyjną, często zarzucano mu, że idzie zbyt za daleko w swoich ocenach. Jego śmierć dla zwolenników ostrej polityki w stosunku do Muzułmanów była potwierdzeniem ich obaw co do mniejszości muzułmańskiej i zyskała na popularności szerszej opinii społecznej. Od tego czasu Holandia straciła nieco na swoim image jako kraju tolerancyjnego, w dodatku mieszkańcy poczuli się zagrożeni. Mozolnie odbudowywane zaufanie po obu stronach obywateli Holandii w ciągu ostatnich kilku lat, zarówno poprzez ciężką pracę władz rządowych i lokalnych, jak i sama rodzinę królewską, mogło być wczoraj zmiecione za jednym zamachem zarówno dosłownie jak i w przenosi.

Na szczęście do tego nie doszło, co według mnie wcale nie pozwala nam na wypuszczenie powietrza z ulgą. Zginęło 5 niewinnych osób a kilkanaście zostało rannych. Zrobił to człowiek, który nie przechodził szkoleń w "górach Afganistanu" czy na pustyni w Libii. Obawiam się, że może być to cenną wskazówką dla terrorystów tych prawdziwych. Człowiek, który stracił pracę i w akcie rozpaczy omal nie wjeżdża w rodzinę królewską, którą chronią szpalery blokad, dziesiątki policjantów i ochroniarzy, hamowany jedynie ciałami przypadkowych osób i prawie udaje mu się dosięgnąć celu. Może byc przykładem dla innych, że nie potrzeba ładunków wybuchowych czy samolotów by stworzyc realne zagrożenie.

Okazuje się, że wydawane setki miliardy dolarów na walke z terroryzmem (na całym świecie) mogą być wydane na próżno, tak jak i zawężanie swobód obywatelskich, bo zagrożenie może wyjść z zupełnie innego kierunku. Spowodowane rozpaczą czy szaleństwem zwykłych obywateli, którzy z terroryzmem nie mają nic wspólnego. Czy teraz będą stawiane betonowe bariery na ulicach? Czy czekają nas przymusowe badania psychiatryczne? Czy może elektroniczne blokady samochodów kontrolowane przez jakieś specjalne służby? Walka z szaleństwem jakimkolwiek czy to będzie szaleństwo religijne (zwane terroryzmem), czy to będzie szaleństwo i rozpacz zwykłych ludzi, każda taka walka to "walka z wiatrakami" - Don Kichota muszę dodać przy tym tekście.

(MH)