
FRUSTRACJA
30-stego kwietnia, w czasie obchodów Dnia Królowej w mieście Apeldoorn, niejaki Karst T. dopuścił się żałosnej próby zamachu na rodzinę królewską, usiłując uderzyć Suzuki Swift w autobus, w którym siedziała Beatrix i spółka.
Władczyni oczywiście włos z głowy nie spadł, Karstowi udało się natomiast uśmiercić sześciu przypadkowych uczestników obchodów. On sam także zmarł wskutek odniesionych obrażeń. Holandia jest w szoku. Tego nikt się nie spodziewał. Prasa rozpisuje się na temat osoby zamachowca. Jest on charakteryzowany jako introwertyk, który niechętnie wdawał się w rozmowy z sąsiadami. „De Volkskrant” podkreśla, że był on rodowitym Holendrem (w odróżnieniu od tzw. Allochtonen, czyli osób posiadających obywatelstwo holenderskie, ale pochodzących z innych krajów, takich jak Maroko czy Turcja.
Jak zeznają sąsiedzi, T. ubierał się „alternatywnie” podwijając nogawki spodni i nosząc czarne buty z wysokimi cholewami.
Motywy T. pozostają wciąż w fazie domysłów, aczkolwiek prawdopodobnie złożyły się na to jego problemy osobiste – utrata pracy, mieszkania i problemy z widywaniem dzieci po rozwodzie.
Cóż, facet postanowił popełnić samobójstwo w sposób spektakularny.
Szczerze przyznam się, że wydarzenie to zupełnie mnie nie dziwi. Postrzegam Holandię jako kraj zbiurokratyzowany do granic absurdu, gdzie brak zupełnie indywidualnego podejścia do jednostek. Rozumiem doskonale, że T. nie miał ochoty rozmawiać ze swoimi sąsiadami. Holendrzy gustują w płytkich rozmowach o pogodzie i wakacjach, nic zatem dziwnego, że na takie rozmowy nie ma ochoty osoba z poważnymi problemami osobistymi.

Ludzie rozładowują napięcie i frustracje przez hedonistyczny tryb życia (wyrafinowane imprezy, luksusowe wakacje) lub przez branie środków przeciwdepresyjnych, (które bardzo łatwo tu dostać, nie jest wymagana nawet konsultacja z psychologiem). Jeśli jedno lub drugie zawodzi, delikwentowi puszczają nerwy.
Karstowi najwidoczniej puściły. Szkoda tylko, że pociągnął za sobą sześć osób, zamiast po prostu strzelić sobie w głowę w zaciszu domowym.
gietat
Źródła:
de Volkskrant
de Telegraaf